Pitu, pitu. Czyli rzecz o magii mitingów.

Dzisiaj byłem na mitingu w Worcester. Mitingu który znowu tchnął nowe siły we mnie.

Mitingu który tak jak każdy inny pozwolił mi zaczerpnąć  z modrości i doświadczenia grupy. Mitingu na którym było tylko pitu, pitu a tak naprawdę o wiele wiele więcej.

Właśnie o to chodzi. Niby pitu, pitu a jednak daje sile, nadzieje, wywołuje uśmiech na twarzy.

Dziękuje ci Boże, mój przyjacielu ze pozwoliłeś mi odkryć drogę do trzeźwości która wiedzie przez mitingi. To właśnie tu, na spotkaniach mam okazje aby odkrywać kim jestem i kim chce być. To właśnie tu mogę spotkać prawdziwych przyjaciół. I to właśnie tu dostaje do ręki  narzędzia które mogę wykorzystać w moim trzeźwieniu.

Nie zastanawiałem się nigdy jak jak i dlaczego mitingi działają, po prostu z nich korzystam. Biorę i daje dobro, nadzieje i doświadczenia. Dobrze mi z tym i nie chce tego komplikować. Po prostu chce uczestniczyć w spotkaniach tak długo jak długo będę żył. Bo dają mi one możliwość szczęśliwego życia osoby wyzwolonej z przymusu używania środków psychoaktywnych.

Nic nie musze, mogę wszystko.

Pragnę podziękować wszystkim przyjaciołom za to ze są.

 

Church House Evesham

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *